Jak tak dalej pójdzie, to jedyne wspomnienia, jakie będę posiadał z okresu studiowania, będą wiązały się ze śniegiem. Tak jakby ten Lublin nigdy nie istniał w oderwaniu od zimy. Jakby był do niej przyklejony. Wiem, że ta dziwna anomalia ma miejsce w całym kraju, ale ostatecznie mój punkt widzenia ogranicza się jedynie do otaczającego mnie świata. A ogranicza mnie Lublin. Ten tajemniczy, magiczny, zimowy Lublin. Tylko gdzie ta magia?
Tęsknię za wiosną. Za tą prawdziwą, nie kalendarzową. Ile prawdy jest w tym wiosennym odradzaniu? Czy faktycznie wszystko odnawia się, zyskuje na nowo kształty, nabiera nowych sił, zmartwychwstaje? Czy ja sam mogę się odnowić, zrzucić zgrzybiałą, przeżartą przez robactwo i zepsutą skorupę, by przybrać świeżą? Chciałbym.
Moją wiosną miał być sam początek studiowania. Dwadzieścia lat byłem więźniem jednego miejsca. Obracałem się niemal w tym samym towarzystwie, miałem tych samych znajomych - owszem, zmieniali się, w zależności od wieku, ale tak naprawdę to były te same osoby o innych twarzach. Człowiek zawsze dobiera sobie jednakowych znajomych. Z innymi nie potrafiłby żyć. Potrzebowałem zmian. Cholernie się bałem. Wiecie jak to jest? Mama zrobi za ciebie wszystko, nakarmi, upierze, sznurówki zawiąże. I nagle, z dnia na dzień, bezceremonialnie, opuszczasz gniazdo i ruszasz w świat, jakiego nie znałeś. Ale i cieszyłem się. Mogłem zacząć w nowym miejscu, tam, gdzie nikt mnie nie zna. Mogłem być każdym, przybrać każdą maskę i grać, odgrywać na tej lubelskiej scenie życia kolejną rolę. I faktycznie odgrywam ją, ciągnę za sobą swój przenośny cyrk na kółkach, ale w tej sztuczności, w tej fasadzie, nie widzę roli takiej, jaką sobie wyobrażałem. To raczej pseudo-gra, amatorskie udawanie, bez talentu. Udaję nie tylko kogoś, kim nie jestem w rzeczywistości, ale też kogoś, kim nigdy nie chciałbym być. A to gorsze od bycia sobą. Więc udaję jeszcze bardziej, wreszcie w tym udawaniu sam już nie wiem, co jest grą, a co nie. Gdzie zaczynam się prawdziwy ja, a gdzie się kończę? I ten Lublin dookoła. Miejsce, które miało stworzyć moją nową osobowość, miejsce, które miało nauczyć mnie żyć, miejsce, które miałem pokochać, które otwierało tyle możliwości. Tylko gdzie ta magia?
O tak wielu rzeczach chciałbym napisać, a o tak niewielu potrafię. Ale to, co już przelane na elektroniczny papier, przynosi ulgę. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek tu powrócę, nie wiem, czy ktokolwiek kiedykolwiek to przeczyta. Nie ważne. To będzie podróż. Przez moje życie. Życie człowieka, który nie wie. Może to taki everyman, w którym każdy odnajdzie cząstkę siebie. A może nie. Może to człowiek, z którym nikt nie potrafiłby się zidentyfikować. Tak, to ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz